Katastrofa demograficzna Olkusza. Czy miastu grozi wyludnienie?
Problem demograficzny dotyczy w zasadzie większości krajów Europy – społeczeństwa się starzeją, wiele osób poświęca się karierze kosztem wychowywania dzieci, a coraz popularniejszym modelem rodziny staje się model 2+1 (dwójka rodziców oraz jedno dziecko). Duży problem z dzietnością ma także cała Polska, natomiast Olkusz może mówić o prawdziwej katastrofie demograficznej – na 182 gminy województwa małopolskiego nasze miasto należy do niechlubnego grona 5 gmin z najgorszymi perspektywami. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w przeciągu 10 najbliższych lat Olkusz wyludni się o… 10% mieszkańców!
Na początek krótka lekcja ekonomii: żeby zapewnić stabilność struktury społeczeństwa potrzebny jest współczynnik dzietności na poziomie 2.10 – 2.15 dziecka na rodzinę. W 2016 roku współczynnik ten w skali kraju wyniósł zaledwie 1.3. Rząd stara się rozwiązać ten problem choćby za pomocą programu „Rodzina 500+”, zachęcając Polaków do rodzenia większej liczby dzieci. I tak w pierwszym półroczu 2017 roku na świat przyszło w Polsce 200 000 dzieci. To o 14 tysięcy więcej niż przed rokiem. Można więc powiedzieć, że sytuacja się poprawia, natomiast daleko nam jeszcze do wymaganego poziomu. Dlaczego osiągnięcie go jest tak ważne? Poprzez wyludnianie się kraju zmienia się struktura społeczeństwa, przez co i tak już niewydolny obecny system emerytalny może wkrótce całkowicie się załamać. Dla przykładu, jeśli w kraju mamy milion emerytów i 10 milionów osób aktywnych zawodowo, to koszt wypłacenia jednej emerytury rozkłada się na 10 osób pracujących. Jeśli zaś w kraju jest 5 milionów emerytów oraz zaledwie 5 milionów pracujących, to każda osoba aktywna zawodowo musi wypracować emeryturę jednej osoby w wieku poprodukcyjnym. W takiej sytuacji możliwości są dwie: albo pracujący muszą płacić o wiele wyższe składki ZUS, przez co zarabiają o wiele mniej, albo emerytury znacznie maleją. Biorąc jednak pod uwagę to, że zarówno emerytury już teraz często bywają na wręcz głodowym poziomie, jak i przeciętne wynagrodzenie jest bardzo niskie, to warto zrobić wszystko, by na wypłacenie jednego świadczenia emerytalnego pracowało jak najwięcej osób.
Według danych z zeszłego roku, liczba osób w wieku produkcyjnym wyniosła w naszym kraju 23 milionów 678 tysięcy osób. To zaledwie 61.9% obywateli. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszyscy, którzy są w wieku produkcyjnym pracują. Współczynnik aktywności zawodowej w II kwartale 2017 roku wyniósł 56.7%. To oznacza, że z 23.678 miliona osób zostaje nam zaledwie ok. 21 milionów 546 tysięcy osób. Według danych również z zeszłego roku, osób w wieku poprodukcyjnym było 20 milionów 200 tysięcy osób. Co prawda nie każdemu emerytura przysługuje, natomiast gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że rząd obniżył ostatnio wiek emerytalny, to można założyć, że w perspektywie kilku najbliższych lat liczba osób pracujących oraz pobierających emerytury będzie praktycznie taka sama. O ile rząd ma pewne możliwości radzenia sobie z tym problemem, to miasto powiatowe, jakim jest Olkusz, raczej na takie rozwiązanie nie może sobie pozwolić. Perspektywy są zaś naprawdę przerażające – w 2030 roku Olkusz ma liczyć o 3500 mieszkańców mniej. W perspektywie lat np. 50 nasze miasto może wyludnić się nawet w połowie. Co w takiej sytuacji można zrobić, by zatrzymać obecny trend? Moim zdaniem miasto powinno swoją przyszłość oprzeć na dwóch filarach.
Pierwszym jest solidna gospodarka lokalna. Mowa oczywiście o przyciągnięciu do Olkusza inwestorów oraz przedsiębiorców. Hasło to jest lokalnym politykom dobrze znane, gdyż praktycznie każda władza chwali się, jak to tych przedsiębiorców nie pozyskuje, a opozycja, również jaka by nie była, krytykuje władze za zbyt opieszałe działania w tym temacie. Niestety, kiedy Ci, którzy krytykują dostają szansę wykazania się swoimi umiejętnościami, to okazuje się, że sytuacja zbytnio się nie zmienia. Oczywiście można mówić, że za tych czy innych rządów bywało w tym względzie trochę lepiej albo trochę gorzej, natomiast jeśli mówimy o realnej poprawie i zatrzymaniu obecnego trendu naprawdę szybkiego wyludniania, to potrzebne są zdecydowane oraz konkretne działania. Pierwszym krokiem powinna być obniżka podatków lokalnych. Są one w Olkuszu bardzo wysokie, wyższe niż w sąsiednich, konkurencyjnych gminach, a nierzadko wynoszą nawet 90% maksymalnych dopuszczalnych stawek. Taki stan rzeczy jest odpowiedzialny za powszechne stwierdzenie, że „w Olkuszu nic się nie dzieje i nie ma gdzie spędzać czasu”. Lokalni przedsiębiorcy narzekają, że już na poziomie ogólnokrajowym jest im bardzo ciężko z wszystkimi podatkami i skomplikowanymi przepisami, natomiast Olkusz „dobija” tych, którym jakoś się to jeszcze udaje. Obniżka stawek lokalnych danin zaowocowałaby nie tylko otwarciem lokalnych przedsiębiorstw, ale także przeniesieniem się tych pobliskich do nas. Dla przykładu, obniżka podatku od środków transportu mogłaby nakłonić firmy przewozowe z naszego regionu do przeniesienia się do Olkusza. Wtedy rozliczałyby one swoje podatki u nas, wspomagając budżet miasta. Olkusz zaś „odżyłby”, zyskując wiele wartych odwiedzania miejsc. Trzeba jednak potrafić też o nich dobrze zadbać, gdyż obecni przedsiębiorcy na terenie miasta często narzekają na problem komunikacyjny. Zdarza się, że brakuje odpowiednich dróg dojazdowych do przedsiębiorstw, a przy dużych zakładach pracy brak odpowiednio dobrej komunikacji miejskiej, która mogłaby przywieźć i odwieźć z miejsca pracy większą liczbę pracowników.
Drugim filarem powinna być konkretna polityka prorodzinna. Aktualnie Olkusz wraz z Oświęcimiem stanowią dwa miasta, w których najtrudniej o znalezienie mieszkania w całej Małopolsce. Popyt jest, a więc nasze miasto mogłoby się powiększać. Olkuski magistrat powinien więc pomyśleć nad budową nowych obiektów mieszkalnych. Najlepszym rozwiązaniem byłaby budowa budynków wielorodzinnych, tak, by całe rodziny mogły wprowadzać się do naszego miasta. Rozwiązanie to jest oczywiście kosztowne, ale bardzo potrzebne i przyszłościowe. Pytanie tylko czy jest to opcja realna, podczas gdy każdy myśli raczej w perspektywie końca kadencji, a nie najbliższych 10 czy 20 lat?