Reforma edukacji (nie) po naszemu?

     Pierwszy kwartał 2017 roku był pełen emocji związanych z wdrażaniem reformy edukacji na terenie całego powiatu olkuskiego. Obawy, pytania oraz poczucie niepewności towarzyszyły uczniom, rodzicom, nauczycielom… a także samorządom

     Każda zmiana z natury budzi niepokój. W Polsce przyzwyczailiśmy się ponadto do tego, że jak coś zmieniają, prawdopodobnie jeszcze bardziej to popsują. Czy tak się stało w przypadku tegorocznej reformy edukacji? Wszystko wskazuje na to, że tak. Postulat likwidacji gimnazjów był w kampanii wyborczej bliski wielu środowiskom politycznym. Nie pojawił się przypadkowo, gdyż wypływał z doświadczeń niemal całego pokolenia uczniów (i ich rodziców), którzy przeszli przez te 3-letnie szkoły w ciągu 20 lat ich istnienia. W świadomości społecznej gimnazja stały się dla wielu symbolem zdegenerowania młodych ludzi, którzy właśnie tam po raz pierwszy – wyrwani z lokalnych środowisk – sięgnęli po używki czy zaczęli stwarzać problemy wychowawcze. Oczywiście są to po części stereotypy, ale niestety mające także odzwierciedlenie w rzeczywistości, bo faktem jest, że w gimnazjach – zwłaszcza dużych – problemy były. Od nowego roku społeczności lokalne stanęły jednak przed zadaniem „przereformowania” systemu oświaty. Słowo to zostało przeze mnie ujęte w cudzysłów celowo. Dlaczego? Ponieważ każdy samorząd, tj. wszyscy wójtowie, burmistrzowie oraz radni, zostali w sprawie decyzji o kształcie sieci szkół postawieni pod
ścianą. Stało się tak dlatego, że przygotowane przez twórców ustawy zapisy skutecznie zablokowały samorządom wszelkie ruchy w zakresie planu organizacyjnego sieci szkół. Sumarycznie doszło do kuriozalnej sytuacji, w której administracja centralna ustala wysokość płac personelu szkół oraz liczbę placówek, a samorządy muszą za to płacić. Rada Gminy lub miasta nie ma dziś swobody decyzji o formie funkcjonowania szkół ani o tym, ile ich będzie i gdzie. Wynika to z obowiązku uzgodnienia planowanej sieci szkół z kuratorem oświaty, który na jakiekolwiek ruchy w zakresie łączenia, przenoszenia czy likwidacji może się po prostu nie zgodzić, co zresztą dzieje się w całym kraju. W kuriozalnych przypadkach dochodzi nawet do sytuacji, gdy kurator nie godzi się na likwidację szkoły… w której nie ma dzieci. Tak jest np. w gminie Sadowie w woj. świętokrzyskim, która musi utrzymywać pustą szkołę ze względu na polityczną decyzję przedstawicieli władz centralnych.

     Oczywiście każde zamknięcie szkoły czy zmiana formy jej funkcjonowania niesie wiele oporów i lęków społeczności lokalnych i takie sytuacje mają charakter ostateczny, ale proces modyfikacji sieci szkół jest czymś całkowicie naturalnym w wypadku wdrażania reformy oświaty. Tak było w roku 1999, gdy wprowadzano gimnazja. Wówczas samorządy dowolnie kształtowały plan co do liczby i rozmieszenia szkół, uwzględniając lokalne uwarunkowania logistyczne, demografię oraz warunki ekonomiczne. Dziś ta możliwość została samorządom zabrana, a jest to bardzo ważny – praktycznie przemilczany – aspekt aktualnych zmian. Skutki podejmowanych obecnie pod przymusem decyzji będą mieć bowiem olbrzymie znaczenie w długofalowym kształtowaniu budżetów samorządów, także w powiecie olkuskim. Każda gmina w najbliższych latach stanie przed koniecznością dołożenia do systemu światy kilku milionów złotych, jednak to fakt, o którym praktycznie się nie mówi, gdyż sprawa jest nieatrakcyjna politycznie. Warto mieć to na uwadze, gdy za dwa lata będziemy oceniać kandydatów w wyborach samorządowych. Jeżeli ktoś będzie się zarzekał, że znajdzie pieniądze na oświatę przy jednoczesnym utrzymaniu innych inwestycji – to znaczy że kłamie. Budżety naszych gmin nie są z gumy i nie da się ich rozciągnąć, dlatego aby wykonać te zobowiązania, będziemy musieli zrezygnować z części planowanych przedsięwzięć lub zaciągać kredyty. Oczywiście jest jeszcze trzecie wyjście z tej sytuacji. Można zwiększyć przychody budżetu, ale to oznacza podwyżkę lokalnych podatków, które i tak w wielu wypadkach są dużym obciążeniem dla naszych portfeli, a tego prawdopodobnie nie chcemy. Ponadto szumne zapowiedzi zagwarantowania środków z poziomu centralnego w subwencji oświatowej okazują się mrzonką. Zapowiadano, że samorządy dostaną subwencję na 6-latki, co miało nieco poprawić ich sytuację. Rzeczywiście dostały ją, ale jednocześnie zmniejszono pulę przypadającą na każdego ucznia w wieku szkolnym. Prostymi słowy – tu dodali, tam zabrali i wyszło na to samo. Z problem zostaliśmy sami. Aktualne zmiany w systemie oświaty są doskonałym przykładem powiedzenia „Chcieli dobrze, wyszło jak zwykle”. W rzeczywistości reforma wypływająca z oczekiwań społecznych
i słusznych założeń została praktycznie w całości zepsuta przez jej twórców. Lęk przed masowym zamykaniem szkół doprowadził do blokady i ograniczania praw samorządu. Zrodziło to wiele niepotrzebnych emocji, szczególnie na terenie gmin Olkusz i Klucze, które mają bardzo rozbudowaną sieć szkół. Ostatecznie wszystko zostało po staremu. Znikną tylko gimnazja i część inwestycji, których tak potrzebujemy. Jak będzie wyglądać przyszłość? Prawdopodobnie po 2-3 latach funkcjonowania reformy przyjdzie czas na jej ewaluację. Każdy przeliczy starty i będziemy się zastanawiać, z czego musimy zrezygnować.

     Na koniec – samorząd to my, wszyscy mieszkańcy danej gminy. Budżet naszej małej ojczyzny to nasze pieniądze, nasze podatki. Patrzmy z uwagą na każdą wydawaną złotówkę, tak jak to czynimy w budżetach obywatelskich i funduszach sołeckich. Zwracajmy uwagę na to, że jesteśmy zmuszani do wydawania naszych pieniędzy wbrew naszej woli. Bo taki ma m.in. wymiar tegoroczna reforma oświaty realizowana pod hasłem
„My wam powiemy, co robić, a wy płaćcie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *