Olkuski ginekolog Janusz B. winny śmierci dziecka. Musi zapłacić rodzicom… 1 400 zł.

Zakończył się proces sądowy przeciwko olkuskiemu ginekologowi Januszowi B., o którym pisaliśmy 2 tygodnie temu. Został on uznany winnym zaniedbań, w wyniku których w 2014 roku w Nowym Szpitalu w Olkuszu na świat, niestety martwy, przyszedł mały Dominik. Decyzją sądu olkuski lekarz poniesie jednak jedynie konsekwencje finansowe. Wyrok nie jest prawomocny i obie strony zapowiadają złożenie apelacji.

Przypominamy, że chłopiec miał być pierwszym dzieckiem Damiana i Katarzyny Tomaszewskich z Olkusza. Jak mówiła Gazecie Krakowskiej Pani Katarzyna, jej ciąża, według jej lekarza prowadzącego z Sosnowca, przebiegała prawidłowo: „W nocy z 14 na 15 lipca poczułam silne bóle brzucha. Postanowiliśmy więc z mężem jechać do najbliższego szpitala, którym jest ten w Olkuszu”. Kobieta została przebadana i przyjęta na oddział, gdzie podano jej leki. Poinformowano ją również, że zostanie przewieziona do szpitala w Krakowie, gdyż olkuska placówka nie ma warunków do przyjmowania na świat wcześniaków. Tak się jednak nie stało.

Później lekarz już ani razu mnie nie zbadał. Około godziny 7:00 zaczęłam rodzić, a Dominik przyszedł na świat martwy około godziny 7:30. Jestem jednak przekonana, że mój syn żył do chwili rozpoczęcia porodu. Słyszałam bowiem bicie jego serca, ponieważ do czasu rozpoczęcia akcji miałam cały czas podłączony kardiotokograf – mówiła „GK” Katarzyna Tomaszewska, według której lekarz zlekceważył objawy, które mogły świadczyć o niedotlenieniu dziecka.

Rodzice zdecydowali się zatem powiadomić o tym policję. W 2017 roku, wspomniany wcześniej lekarz prowadzący ciąże kobiety, którym był Krzysztof G. z Sosnowca, został skazany za sfałszowanie dokumentacji medycznej, czego miał się dopuścić po tym, jak dowiedział się, że dziecko zmarło podczas porodu. Sąd wymierzył mu za to karę 8 000 zł. grzywny. Postępowanie przygotowawcze wobec olkuskiego ginekologa było jednak na tyle skomplikowane, że trwało kilka ostatnich lat. Pomimo tego, że Janusz B. nie przyznał się do winy, to prokurator postawił mu ostatecznie zarzut nieumyślnego narażenia rodzącego się dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia poprzez odłączenie kardiotokografu i nie monitorowanie jego tętna po każdym skurczu.

Artykuł 160. Kodeksu Karnego mówi, że kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Jeżeli ponadto na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, to podlega on karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Jednakże, jeżeli sprawca działa nieumyślnie, to podlega jedynie grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Prokurator wniósł zatem o karę 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz karę grzywny w wysokości 200 stawek dziennych i zasądzenie kosztów sądowych.

Jak informuje Super Express, Janusz B. został uznany winnym, ale postępowanie w jego sprawie zostało umorzone na dwa lata. Zdaniem sądu niemożliwym miało być bowiem jednoznaczne ustalenie czy błędy ginekologa miały bezpośredni wpływ na śmierć dziecka, a olkuski lekarz w przeszłości nie był karany. Dlatego też wymiar sprawiedliwości zdecydował się wymierzyć o wiele mniejszą karę, niż ta o którą wnosił prokurator. Janusz B. musi bowiem zapłacić 11 000 zł. kosztów sądowych, 5 000 zł. grzywny na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, a także zwrócić rodzicom dziecka… 1 400 złotych za zastępstwo procesowe. Warto jednak wspomnieć, że to nie koniec historii, jako że obie strony zapowiedziały złożenie apelacji.

źródło: Gazeta Krakowska, Super Express
zdjęcie (przykładowe): SilverSky

Michał Pasternak

Młody działacz społeczny, interesujący się sprawami lokalnymi ziemi olkuskiej, prawem oraz gospodarką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *