O Pani Stefanii Wernik z Osieka, która… urodziła się w obozie w Auschwitz

W tegorocznych uroczystościach 74. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz uczestniczyła m.in. Pani Stefania Wernik z Osieka, która urodziła się… 8 listopada 1944 w KL Auschwitz II-Birkenau, otrzymując nr obozowy 89136 zaraz po przyjściu na świat. Na miejsce przyjechała ze swoim mężem Janem, pochodzącym z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 roku.

Stefania1 - O Pani Stefanii Wernik z Osieka, która... urodziła się w obozie w Auschwitz
fot. Stefania Wernik z Osieka

Zmarła kilka lat temu matka Pani Stefanii, Pani Anna, podczas okupacji hitlerowskiej mieszkała z mężem w Czubrowicach. W maju 1944 r., będąc w drugim miesiącu ciąży, wybrała się do mamy w Osieku, żeby przynieść jej trochę żywności. Osiek był wówczas w Rzeszy, podobnie jak i Olkusz, już poza granicą Generalnego Gubernatorstwa i trzeba było przekroczyć granicę. Szło z nią wtedy kilkanaście innych kobiet, które również szmuglowały żywność. Pani Anna sądziła, że jak one przejdą, to i jej się uda.

Po przekroczeniu granicy cała grupa została jednak zatrzymana przez dwóch Niemców z psami. Nie było możliwości ucieczki. Zaprowadzono je na pobliski posterunek graniczny i trzymano tam do wieczora. Rozpętała się w tym czasie straszna burza. Wieczorem zawieziono je do Olkusza i umieszczono w areszcie, w którym przemoczone przesiedziały do rana. Niemcy powiedzieli im, że zostaną wywiezione samochodem do obozu Auschwitz i tak się też stało. Po przyjeździe do obozu „przywitała” je funkcyjna Niemka, która powiedziała do wystraszonych więźniarek „Wiecie cugangi co to jest. Tu jest lager śmierci”.

Kobiety zaprowadzono do łaźni i kazano rozebrać się do naga. Potem zostały ogolone na całym ciele, ostrzyżono im głowy i wydano więzienne ubranie oraz drewniaki na nogi. Po tych wszystkich czynnościach umieszczono je w baraku. Z powodu ciąży Annę Piekarz przed porodem przeniesiono do innego baraku. Poród rozpoczął się w poniedziałek po południu, a urodziła ona dopiero w środę 8 listopada 1944 roku. Potem przez dwa tygodnie leżała tak słaba, że nawet Stefanii nie mogła karmić. Stara Rosjanka przynosiła jej dziecko i dostawiała do piersi. Córka, która przyszła na świat cały czas była przy niej. Jak już wyzdrowiała, wypuszczono ją ze szpitala i umieszczono w innym baraku.

Kiedy esesmani uciekli przed żołnierzami Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku, wcześniej podpalając część obozowych baraków, Anna Piekarz zawinęła dziecko w koc, znalazła jakiś taboret, włożyła tam córkę i uciekła. Niektórzy więźniowie zabierali żywność z esesmańskich magazynów, ale ona zabrała dziecko i samotnie uciekała. Spotkała po drodze jakiegoś Niemca, a że córka wtedy strasznie płakała, to on radził dać jej cukru, żeby się uspokoiła. Pani Anna bała się, że Niemiec ją zatrzyma, ale ten puścił ją wolno. Szła więc dalej pieszo, ciągnąc na sznurku obozowy taboret, w którym leżała córka Pani Stefania.

Pani Anna pokonując kilkanaście kilometrów dotarła do Libiąża. Tam zatrzymała się u gospodarzy, którzy ją przygarnęli. Byli to zamożni ludzie, którzy mieli sklep w tej miejscowości. Byli dla niej bardzo dobrzy i dawali jej wszystko, czego potrzebowała, a dla dziecka przygotowali z kolei kołyskę. Kobieta mogła przebywać u nich być dłużej, ale chciała jak najszybciej dostać się do rodzinnego domu. Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie jej brat służył u jednego z gospodarzy. Tam przenocowała, a potem jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża w Czubrowicach, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał wierzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje.

W końcu jednak ta wiadomość dotarła do jego świadomości i 8 lutego 1945 roku przywiózł ocalone z Auschwitz do domu swojej teściowej w Osieku. Mąż Anny poszedł do urzędu stanu cywilnego zgłosić fakt narodzin dziecka, ale nie powiedział, że córka urodziła się w obozie Auschwitz. Jako miejsce urodzenia podał Czubrowice, bojąc się, żeby nie było z tego powodu jakichś kłopotów. Pani Stefania dopiero po ślubie przeprowadziła sądownie zmianę miejsca urodzenia w swojej metryce.

Stefania Wernik mówi, że nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, gdyż w momencie wyzwolenia KL Auschwitz miała przecież zaledwie niecałe trzy miesiące. Do dzisiaj miewa jednak męczące sny, w których ciągle przed czymś ucieka. Po przebudzeniu jest szczęśliwa, że był to tylko koszmar.

Autorem tego felietonu jest dr Adam Cyra.

Michał Pasternak

Młody działacz społeczny, interesujący się sprawami lokalnymi ziemi olkuskiej, prawem oraz gospodarką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *