O Olkuszanach, którzy padli ofiarą pierwszej egzekucji w Auschwitz

     Przy wejściu do kościoła salezjańskiego pw. Miłosierdzia Bożego w Oświęcimiu na Zasolu umieszczona jest tablica z nazwiskami czterdziestu więźniów rozstrzelanych w dniu 22 listopada 1940 r.

Niemiecki dokument tożsamości Władysława Foltyna - O Olkuszanach, którzy padli ofiarą pierwszej egzekucji w Auschwitz

     Była to pierwsza egzekucja na terenie KL Auschwitz. Dokonano jej siedemdziesiąt siedem lat temu na czterdziestu Polakach, w odwecie za rzekome akty gwałtu i napady na funkcjonariuszy policji w Katowicach. Skazanych dostarczyła w tym dniu do obozu placówka policji kryminalnej z Katowic. Komando egzekucyjne liczyło dwudziestu esesmanów z batalionu wartowniczego w KL Auschwitz. Każdego skazanego rozstrzeliwało dwóch esesmanów.

     Ofiarami tej egzekucji byli również pochodzący z ziemi olkuskiej, Antoni Jochymek, ur. 26 lipca 1911 r. w Pomorzanach i Ignacy Markiewicz, ur. 1 sierpnia 1896 r. w Działoszycach, zamieszkały w Olkuszu, których nazwiska są wymienione na tablicy przy wejściu do oświęcimskiego kościoła:

     W dniu 22 listopada 1940 r. – wspominał Władysław Foltyn, który wówczas miał zaledwie 17 lat – będąc robotnikiem przymusowym, pracowałem jako cieśla obok baraku stolarni, wyposażonej w maszyny i urządzenia zabrane przez władze obozowe z Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu. Barak ten znajdował się naprzeciw obecnej wartowni Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Skazańców (…) esesmani prowadzali po dziesięciu do dołu po wydobytym żwirze. Był on usytuowany na terenie, zajmowanym do niedawna przez Państwową Komunikację Samochodową (PKS). Skazańcy mieli ręce związane z tyłu. Co pewien czas było słychać salwy karabinów plutonu egzekucyjnego, a następnie pojedyncze strzały. Samego momentu rozstrzeliwania nie widziałem, ponieważ egzekucja odbywała się w głębokim dole. (…) Po jej zakończeniu esesmanów, biorących w niej udział, ustawiono w szyku marszowym i poprowadzono z powrotem do koszar w rejon Monopolu Tytoniowego. Pamiętam, że przechodząc na wysokości obecnej wartowni Muzeum zaczęli śpiewać: „Heili heilo heila …”. Po zwłoki skazańców został wysłany wóz ciągnięty przez więźniów, który później stał przez pewien czas z ciałami zamordowanych przed wejściem do krematorium.

     Ciała rozstrzelanych na ten wóz ładował m.in. jako więzień KL Auschwitz, Jerzy Bielecki, nr obozowy 243, zmarły kilka lat temu w Nowym Targu, co tak opisał w swoich wspomnieniach „Kto ratuje jedno życie …”, których wydanie zostało wznowione w 2013 r.:

     Podbiegłem do najbliższego ciała, chwyciłem za nieobute nogi. Rozstrzelani byli bez czapek i obuwia, ręce skrępowane mieli drutem. Ciągnąłem trupa w kierunku stojącego wozu. (…) Za trzecim z kolei nawrotem trafiłem na tęgiego, w średnim wieku mężczyznę, z krótko przystrzyżonymi włosami. Z najwyższym wysiłkiem ciągnąłem ciężkie, bulgocące gdzieś wewnątrz ciało po śliskiej już od krwi trawie. Koszula wywlokła mu się ze spodni, ukazując zdrowe, opalone plecy. W kręgosłupie powyżej pasa czerniała krwawa wyrwa po wypadłej z ciała kuli. Związane dłonie, biała koszula i spodnie zbryzgane były szkarłatną, nie skrzepłą jeszcze krwią”.

     Władysław Foltyn, mieszkający w Oświęcimiu, był ostatnim świadkiem tamtego tragicznego zdarzenia. Zmarł cztery lata temu 30 sierpnia 2013 r. Miał osiemdziesiąt dziewięć lat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *