Jak to było z tym „wyzwoleniem” Olkusza spod hitlerowskiej okupacji?

„Co ty nazywasz «wyzwoleniem»?!” – momentalnie zganił mnie śp. Mieczysław Karwiński, kiedy kilka lat temu podczas nagrywania wojennych wspomnień tego wybitnego Olkuszanina nieopacznie sformułowałem pytanie o okoliczności wkroczenia Armii Czerwonej na ziemię olkuską, używając słowa „wyzwolenie”.

„Liczyliśmy na wolność”

12 stycznia 1945 r. znad Wisły rozpoczęła się ofensywa zimowa Armii Czerwonej. Sowieci ruszyli na Berlin po tym, jak kilka miesięcy wcześniej zatrzymali się pod Warszawą, oglądając przez Wisłę wykrwawiających się tam powstańców. Oddziały 1. Frontu Ukraińskiego szybko znalazły się w przedwojennych granicach powiatu olkuskiego. Walki z próbującym powstrzymać napór Sowietów Wehrmachtem toczyły się głównie we wschodniej i północnej części ziemi olkuskiej – w okolicach Sułoszowej, Żarnowca, Ogrodzieńca, ale także Sławkowa, co wiązało się ze stratami wśród mieszkańców i zniszczeniem zabudowań. Sam Olkusz niemal nie doświadczył walk. 20 stycznia 1945 roku pierwsze oddziały Armii Czerwonej pojawiły się w mieście. Pod naporem sowieckiej ofensywy z okolicy wycofali się Niemcy, zamykając tym samym ponad pięcioletni okres niemieckiej okupacji. Moment ten zanotował we wspomnieniach Jan Kasprzyk (parę dni później zostanie pierwszym powojennym burmistrzem miasta):

Kilka dni przed wyzwoleniem, pewnej nocy Olkusz został oświetlony „choinkami” zrzucanymi z samolotów, a zrzuty były dla mieszkańców zapowiedzią jakiejś akcji. 18 stycznia Niemcy rozpoczynają ewakuację urzędów, a 20 stycznia około 7 godziny wkraczają wojska Armii Czerwonej przy kilku strzałach armatnich, wówczas z ulicy Wolbromskiej trafiając w budynek Kacpra Jarno na rogu Górniczej i T. Kościuszko, a następnie z pełną swobodą żołnierz radziecki od północy i wschodu, witany przeważnie przez starsze kobiety chlebem i solą, obejmuje miasto w posiadanie.

Olkuszanie, uciemiężeni hitlerowskim terrorem (jego symbolem stała się chociażby Krwawa Środa z lipca 1940 r.), z pewną nadzieją oczekiwali nadejścia przybliżającego się od wschodu frontu: „Bardzo serdecznie ich tu ludzie przyjmowali, nawet z kwiatami. Myśleli, że to będzie wolność, liczyli na wolność” – wspomina mieszkanka miasta Małgorzata Kallista-Glanc.

Kuda Berlin?

Rzeczywistość szybko udzieliła odpowiedzi na nurtujące mieszkańców ziemi olkuskiej pytania. Maszerujący na zachód i kwaterujący czasowo po okolicznych miejscowościach czerwonoarmiści zostawiali po sobie wstrząsające wrażenie: „To był bardzo dzielny żołnierz, ale w porównaniu z armią niemiecką, to nie było wojsko. To było dziadostwo, gromady ludzi, jakby wyjętych ze średniowiecza” – oceniał żołnierz AK z Olkusza Mieczysław Karwiński „Orlik”. Z kolei inny akowiec, który miał z czerwonoarmistami styczność w okolicach Klucz, czyli Czesław Grzanka, zapamiętał” „Szli w tych walonkach, pięty było im widać, ale szli. Ciągle się tylko pytali: «Kuda Berlin?»”. Cywilizacyjny poziom bolszewickiej armii dobrze obrazują natomiast wspomnienia Genowefy Kulig ze Sułoszowej.

Kiedy Ruscy zagospodarowali się we wsi przyszedł jeden z nich i mówi, że „sało” (sadło) kupił i żeby mu to sadło usmażyć. Jak się okazało później, to u sąsiada żywemu wieprzkowi wyrżnęli kawałek słoniny i przynieśli to do ojca. Malowane były kwiatki na ścianie, a oni myśleli, że to jest żywy, pachnący kwiatek, więc nos przystawiali do ściany i to wąchali. A sąsiadka miała w domu mydełka poukładane, to te mydełka były przez nich rozgryzane. Sprawdzali czy nadają się do jedzenia.

Wśród wspomnień mogących budzić rozbawienie oraz pojawiających się w propagandowej literaturze wzmianek o okrzykach na cześć „oswobodzicielskiej Armii Radzieckiej” na pierwszy plan wysuwa się jednak dramatyczny obraz rabunków i gwałtów, które będąc udziałem wszystkich „oswabadzanych” ziem, nie ominęły też olkuskiego. Zabór mienia był codziennością. Największym powodzeniem cieszyły się oczywiście osławione „czasy”, czyli zegarki. Nie gardzono także przedmiotami gospodarstwa domowego, a trofeum mogła być nawet rura kominowa od piecyka. Zofia Wujcik, będąc wtedy w Olkuszu, przeżyła chwile grozy:

Stanęłyśmy w oknie, siostra zapaliła świeczkę, bo ruch był straszny pod naszym domem – patrzymy, a to czołgi ruskie i pełno Rosjan. Siostrę zobaczył ją jeden z nich i krzyknął: „dziewuszka, dziewuszka!”> i wszyscy pobiegli hurmem do naszych drzwi, do klatki schodowej. Tak strasznie walili… Boże, że te drzwi wytrzymały i się nie dostali do nas, bo by nas roznieśli. Dostali się obok do domu sąsiadki i tam zgwałcili młodą kobietę. Boże, co oni wyprawiali. Jak weszli do wsi Bydlin, to którą kobietę spotkali, to ją na drodze gwałcili. Strasznie się ludzie bali Ruskich.

Wyzwolić, czyli zwrócić wolność

Co by nie mówić o motywach „szarych” krasnoarmiejców i uczciwych oficerach próbujących zapobiec zbrodniom, Armia Czerwona nie przyszła, aby zwrócić wolność. Zajętą ziemię olkuską przygotowywała pod objęcie administracją samozwańczego komunistycznego „rządu lubelskiego”, pod auspicjami Stalina. Wszelkie oddolne próby organizacji władz samorządowych nie wchodziły w grę. W trzy dni za Sowietami do Olkusza „desantowano” z komunistycznej centrali grupę zaufanych działaczy, mających zorganizować nowy porządek. Zanotował przywoływany już Jan Kasprzyk:

23 I 1945 r. przybywają do Olkusza z Kielc: Pełnomocnik Rządu Lubelskiego Krajowej Rady Narodowej – Bolesław Łasiński, Urząd Bezpieczeństwa z tow. por. Wiktorem Głuskim, z por. Antonim Kocjanem, z por. Władysławem Majewskim (ps. Huragan); Komendant MO [Milicji Obywatelskiej] por. Stanisław Sikora oraz na stanowisko sekretarza powiatowego PPR [Polskiej Partii Robotniczej] tow. Tadeusz Duda, pod których kierownictwem rozpoczęta została twórcza praca organizacyjna PPR.

Zebrania mieszkańców starających się wyłonić samorządowe przedstawicielstwo były „uświetniane” obecnością funkcjonariuszy sowieckiego NKWD {Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych] i Urzędu Bezpieczeństwa. Zgromadzenia mieszkańców w dni targowe wykorzystywano do propagandowych wieców. Ludzi, którzy byli zagrożeniem dla nowej władzy należało usunąć: „Myśmy się spodziewali wyzwolenia. Jak przyszli, to podaliśmy im ręce, a oni nam kajdanki nałożyli na te ręce – wspomina żołnierz AK z Wielmoży Bolesław Gądek „Ryś”.

Znakiem tych czasów jest fakt, że w Olkuszu do willi w miejsce niemieckiego okupacyjnego starosty Heinricha Grolla wprowadziło się NKWD i UB. Niemal równocześnie z przegonieniem wojsk niemieckich zaczęło się polowanie na żołnierzy podziemia niepodległościowego, wiernych legalnemu rządowi polskiemu na uchodźstwie. W Wolbromiu już 19 stycznia 1945 r. aresztowano zaproszonych na „rozmowy” z Sowietami dowódców konspiracji. Śladem wielu poprzednich i następnych akowców wywieziono ich do łagru. 2 lutego do domu Witolda Orczyka „Lipskiego” w Sułoszowej zapukało NKWD.

Myślałem, że mnie zatłuką. To był przedsmak tego, co było później z nami i z całą Polską. Skoro front ledwie przeszedł, a NKWD już robiło czystki. Było wiadomo, że to nie jest wolność i że będzie bieda. – kwituje Witold Orczyk.

Uporządkować pojęcia

Kłamliwe, propagandowe określenie „wyzwolenie” długo pokutowało w przestrzeni publicznej. Obecnie już coraz rzadziej słyszy się w lokalnych mediach o „kolejnej rocznicy wyzwolenia”, czy też o zaproszeniu do udziału w „obchodach wyzwolenia miasta”. Jednak wciąż zdarza się, że w szkolnych przedstawieniach uczniowie bezrefleksyjnie deklamują przy okazji rocznicy wybuchu lub zakończenia wojny nieodpowiednio przygotowane frazesy. Jakiż chaos w historycznej świadomości muszą przynosić młodemu człowiekowi nieprzemyślane partie akademii, z których wynika, że 17 września 1939 r. Armia Czerwona napadła na Polskę, wiosną 1940 r. Armia Czerwona mordowała polską elitę w Katyniu, a w 1945 ta sama Armia „przyniosła nam wolność”? Z kim walczyli, niezwykle popularni ostatnio, żołnierze wyklęci, skoro w 1945 r. wolność już mieliśmy?

Na olkuskim cmentarzu leży ponad 1000 czerwonoarmistów. Oczywiście należy im się, jak każdemu, godny pochówek. Jednak patrząc kolumnadę z napisem „Bohaterom Armii Radzieckiej poległym o wyzwolenie ziemi olkuskiej” należy pamiętać, że dopóki w powszechnej świadomości będzie funkcjonował propagandowy frazes, dopóty będzie to uwłaczać tym, którzy o wyzwolenie ziemi olkuskiej naprawdę walczyli. Tym, którym „wyzwolenie” przyniosło zamianę terroru jednego totalitaryzmu na terror innego.

Autorem tego felietonu jest Prezes olkuskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Konrad Kulig

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *