Czy śniadanie rzeczywiście jest najważniejszym posiłkiem dnia i dlaczego rano zawsze jesteśmy zmęczeni?

Często słyszy się, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Takie zjawisko szczególnie możemy zaobserwować w reklamach płatków śniadaniowych, kremów do pieczywa czy ciastkach, uwalniających stopniowo „paliwo” dla naszego organizmu. Czy to prawda? Okazuje się, że niekoniecznie. Rano zazwyczaj nie jesteśmy głodni i często zjadamy śniadanie „na siłę”. Czujemy się bowiem zaspani, zmęczeni i nic nam się nie chce. Przyczyną takiego stanu rzeczy nie jest brak energii w naszym organizmie, a odwodnienie. Podczas snu, poprzez oddychanie wydalamy parę wodną i często się pocimy. Najważniejszą rzeczą po przebudzeniu nie jest jak najszybsze zjedzenie śniadania, tylko nawodnienie się. Powinniśmy wypić, zaraz po przebudzeniu, dwie szklanki wody z solą himalajską (jedna szczypta soli na jedną szklankę wody). Dlaczego akurat z himalajską? Ponieważ zawiera ona w sobie aż 84 substancje: minerały, pierwiastki śladowe oraz elektrolity. Ponadto zapobiega ona odwodnianiu się. Daje to nam wszystkie niezbędne składniki do odpowiedniego funkcjonowania organizmu. Niestety większość z nas najpierw sięga po kawę, co jeszcze bardziej nas odwadnia, przez co, po pierwszym pozytywnym kopniaku kofeinowym, wracamy do punktu wyjścia. Najpierw powinniśmy się odpowiednio nawodnić, a potem dopiero możemy wypić kawę.

Skoro już doprowadziliśmy swój organizm do „ładu”, to warto w tym momencie celowo przełożyć nasz pierwszy posiłek na późniejszą godzinę. Stosując okresowy post, czyli celowe powstrzymanie się od jedzenia, przez okres dłuższy, niż 12 godzin, nasz organizm zwiększa wydzielanie hormonu wzrostu aż o 1000%! Hormon ten jest bardzo ważną substancją w naszym organizmie, a jego poziom spada wraz z wiekiem. Jest on odpowiedzialny za szereg ważnych procesów, w tym utrzymanie masy i siły mięśniowej, wspomaga spalanie tkanki tłuszczowej, znacząco przyspiesza regenerację organizmu po różnego rodzaju urazach oraz spowalnia proces starzenia. Środek ten jest bardzo często stosowany wśród sportowców jako doping. Wystarczy tylko na kilkanaście godzin wstrzymać się od jedzenia, żeby w sposób naturalny znacząco zwiększyć jego poziom w organizmie i czerpać z tego korzyści. W tym czasie nie można nic jeść, a pić jedynie wodę i czarną kawę bez żadnych dodatków. Użycie bezkalorycznego słodzika, np. erytrytolu lub napicie się napoju sztucznie słodzonego również przerywa post. Taki sposób odżywiania, z postem o długości 12-18 godzin, jest szczególnie polecany osobom, które próbują zrzucić zbędny balast kilogramów. Po „przetrwaniu” postu zostaje nam znacznie mniej czasu na jedzenie.

Chciałbym też obalić kolejny mit, że należy spożywać 5 posiłków dziennie. Właściwie jest to najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić gdy się odchudzamy. Żeby spalać tkankę tłuszczową, ilość dostarczanej energii do naszego organizmu musi być mniejsza od naszego podstawowego zapotrzebowania kalorycznego o ok. 300-500 kcal. Dzieląc posiłki na 5 części zasiadamy do stołu i za każdym razem odchodzimy od niego głodni. Ciągle czujemy głód, a mają na to wpływ dwa hormony: grelina – odpowiedzialna za uczucie głodu oraz leptyna – hormon sytości, wysyłający sygnał do mózgu, że jesteśmy najedzeni. Dzieląc posiłki na 3 albo nawet na 2 części, zasiadamy do stołu rzadziej, ale za to do znacznie większych porcji jedzenia, dzięki czemu najadamy się do syta. Dostarczenie większej ilości kalorii na raz zmniejsza wydzielanie greliny, zarazem zwiększając wydzielanie leptyny. Dzięki temu odchodzimy od stołu najedzeni.

Czy da się schudnąć nie ćwicząc i jedząc słodycze? Spalanie tkanki tłuszczowej z naszego organizmu jest możliwe dzięki ujemnemu bilansowi kalorycznemu. Ćwiczenia fizyczne, takie jak bieganie, aerobik czy jazda na rowerze, dają nam możliwość jedzenia większej ilości pożywienia, ale za to znacznie szybciej zwalniają metabolizm. Zdecydowanie lepszym pomysłem jest trening siłowy, który daje naszym mięśniom sygnał anaboliczny. Dzięki temu chroni nas przed utratą masy mięśniowej oraz równocześnie przyspiesza tempo naszego metabolizmu. Jeżeli chodzi o słodycze, to „małe co nieco”, raz na jakiś czas, w trakcie odchudzania, może okazać się bardzo pomocne. Zaspokoi naszą psychikę oraz uzupełni poziom glikogenu i leptyny.

Witamina D to substancja wręcz magiczna dla naszego organizmu. Jej receptory znajdują się na każdej komórce człowieka. Powszechnie wiadomo, że zapobiega ona krzywicy, a mało kto wie, że utrzymanie odpowiednio wysokiego poziomu witaminy D (powyżej 50 ng/ml) znacząco obniża ryzyko zachorowania na choroby przewlekłe, w tym nowotwory i stwardnienie rozsiane. Witamina D, obok odpowiednio bogatej flory bakteryjnej, jest również głównym obrońcą naszego organizmu przed przeziębieniami i grypą. Problem w tym, że większość Polaków ma niedobory witaminy D. Najlepszym jej źródłem jest słońce, a konkretniej promieniowanie UVB. Niestety w naszych szerokościach geograficznych dociera ono do nas tylko w okresie od kwietnia do września, przez co w sezonie jesienno-zimowym tak dużo chorujemy. W pozostałej części roku jesteśmy skazani na suplementacje lub naświetlanie w solarium. Jak więc prawidłowo korzystać ze słońca tak, żeby nasz organizm wytworzył jak najwięcej witaminy D? Powinniśmy się naświetlać, a nie opalać i robić to w taki sposób, żeby na następny dzień nie było zaczerwienienia skóry. Najlepiej robić to między godziną 10.00 a 15.00. Zazwyczaj od 10 do 15 minut naświetlania z jednej i drugiej strony ciała jest wystarczające. Później możemy się posmarować kremem ochronnym, bądź też zakryć ciało. Im bardziej jesteśmy opaleni, tym więcej czasu musimy spędzić na słońcu, żeby nasz organizm był w stanie wytworzyć witaminę D. Dobrym pomysłem dla naszego organizmu będzie też przełożenie opalania na koniec lata, gdy już wystarczająco uzupełnimy poziom witaminy D. Wytworzona przez słońce witamina D pozostaje w naszym organizmie od 2 do 3 razy dłużej, niż ta podawana z suplementów. Zero kosztów, a ile korzyści dla naszego zdrowia. Miejmy więc nadzieję, że promieniowanie słoneczne nie zostanie nigdy opodatkowane 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *